Pomoc wydawnictwa

Przez wiele lat wydawania książek utarł się mit, mówiący, że wydawnictwo w pełni sfinansuje książkę przesłaną przez autora. Niestety nastały takie czasy, w których nie jest to prawdą. Rzadko bowiem zdarza się taka sytuacja. Wydawcy z chęcią stosują inne modele rozliczeniowe. Jakie? Przekonajmy się.

Stereotyp krążący w środowisku mówi o pełnym finansowaniu procesu publikacji książki przez wydawnictwo. Faktycznie było tak dobre kilka lat temu. Niestety stało się to nieopłacalne z punktu widzenia wydawcy. Finansowane było dosłownie wszystko – redakcja, korekta, przygotowanie wizualne (okładka i środek), a także druk i promocja. Niestety to wszystko się zmieniło. Wydawnictwo zdało sobie sprawę z faktu, że może na tym dużo stracić. Dlaczego? Nie każda książka osiągnie sukces. Faktyczne zyski przynosi teoretycznie 1/20. Co zatem z pozostałymi 19? Albo wychodzi się na zero, albo dopłaca do interesu. Dlatego właśnie wydawcy przestali w pełni finansować książki. Zatem początkujący pisarz już nie tak chętnie zwróci się z prośbą o współpracę.

Modele współpracy na linii wydawnictwo – autor

Jednym z najpopularniejszych obecnie modeli jest współfinansowanie. Polega one na dzieleniu się kosztami związanymi z publikacją książki. Rozpatrywać to można na różne sposoby. Wydawnictwo ustala z autorem części, które każdy z nich pokryje. Najpopularniejsze wyjście to 50/50, czyli jak sama nazwa wskazuje inwestycja po połowie. Jednak od jakiegoś czasu robione są miksy. Mianowicie autor opłacać może nawet tylko jeden etap wydawniczy, a resztę wydawnictwo. W obecnych czasach ta forma spopularyzowała się do tego stopnia, że inne praktycznie nie są brane pod uwagę. No, chyba, że pokrycie całościowe przez autora, ale to odrębny temat.

Stąd właśnie ten tytuł. Jeśli pisarz nie posiada własnego zaplecza finansowego, nie wyda książki. Smutne, ale prawdziwe. Czasy te bezpowrotnie minęły.

Plusy i minusy współpracy z wydawnictwem

Przy każdym modelu współpracy wyróżnić możemy zarówno pozytywy, jak i negatywy. W tym przypadku ich liczba jest do siebie podobna, przez co trudno stwierdzić, czy jest to dobre, czy też nie. Wszystko zależy od indywidualnych przypadków. Wydawnictwo oferując pisarzowi rozwiązanie 50/50 tak samo rozlicza zarówno koszty, jak i zyski. Zatem decydując się na takie rozwiązanie, w przypadku totalnego niewypału danej książki, traci sam wydawca, jak i autor. Jednak w przypadku zysków, jest tak samo. Jeśli książka odniesie skutek, to rozliczenie następuje w wiadomej postaci. Wtedy najczęściej pada pytanie, czemu nie wydałem sam? Zarobiłbym 2 razy tyle. No właśnie. Stracić też można było tyle samo. Zatem to od indywidualnego przypadku zależy, jak potoczy się cała sytuacja. Wydawnictwo proponuje również miksy, o których pisałem powyżej. Rozliczenie nie jest jednak taką prostą sprawą, gdyż ciężko oszacować ile tak naprawdę w razie sukcesu należy się autorowi. Wszystko odbywa się za pomocą szacunków na procentach. Zatem łatwo można się domyślić, ile jest się w stanie zarobić z całości.

Podsumowanie – wydawnictwo? Czy to najlepszy pomysł?

Jeśli nie masz pieniędzy, nie licz na to, że wydawnictwo w jakiś sposób ci pomoże. To złudzenie, które trwa od kilku lat, jednak już nie obowiązuje. Warto według mnie pomyśleć nad samoczynną inwestycją. Najwyżej się nie uda. Obecnie proces ten nie kosztuje tak wiele, jak w poprzednich latach. Zatem lepiej stracić 10 000, niż potem dzielić się zyskiem, który przykładowo wyniesie 40 000. Zawsze to więcej na plus. Inną sprawą są modele miks. Decydując się na częściową pomoc, w elemencie, którego nie jesteśmy wykonać sami, możemy oddać tylko małą część potencjalnych zysków. Warto się zastanowić. Należy jednak bezwzględnie pamiętać – każdy przypadek jest inny.